Dobry “dom” – przemyślenia po filmie

man and woman sitting on sofa in a room

Dobry “dom” – przemyślenia po filmie

Zobaczyłam głośno komentowany film Dobry dom – o przemocy, manipulacji i bezsilności wobec systemu, który często nie widzi, nie słyszy, nie reaguje.
Wiedziałam, że filmy tego reżysera należą do tych, przy których chętnie użyłabym pilota, by przesunąć kilka scen.
Jeszcze nie wiem dlaczego zobaczyłam film, ale wiem, że za jakiś czas się dowiem…

Po pierwsze w kinie już przed seansem czuć było skupienie. Na sali siedziały pojedyncze osoby – bez szelestu, bez komentarzy. Dawno nie czułam takiego napięcia w sali kinowej.

Chciałam wyjść po godzinie, ale zostałam – nie po to, by się męczyć, tylko być z bohaterami. Dla takich osób które przez to przechodzą – poprzez samą obecność.
Tym bardziej, że widzę w gabinecie u wielu osób to, co jest początkiem drogi do tragedii.
Czuję, że ten film będzie do mnie wracał. Nie przez sceny przemocy, choć były wstrząsające, ale przez to, co niewidoczne – ból bezsilności, brak wsparcia, milczenie systemu, bezkarność, #redflag które okazują się niewidoczne dla ofiary.

Napięcie było tak ogromne, że po półtorej godziny ryknęłam płaczem.
Czułam taki ból ciała, że trudno było go utrzymać, płakało całe moje ciało.
Moje ciało zaczęło płakać, gdy główna bohaterka wychodziła z sali rozpraw i spotkała przyjaciół. Jakby moje ciało poczuło jej ulgę, chwilę na płacz fizyczny, którego ciało nie mogło wytrzymać. Płacz, który przyszedł, był uwolnieniem i ulgą – krzykiem przeszłości, echem dawnych cierpień. Bohaterki, ale i wielu z nas. Poczuciem wewnętrznego bezpieczeństwa.

Po seansie przyszły przemyślenia.
Bezpieczeństwo – a właściwie jego brak.
Czy to właśnie brak bezpieczeństwa sprawia, że lgnie się do osób przemocowych?
Dlaczego nie widzimy sygnałów? Czego nam brakuje?
A może one widzą, że coś jest nie tak, ale nie potrafią już inaczej żyć?

Myślałam też o tym mężczyźnie – o tym, co musiał przeżyć, by dojść do miejsca, w którym stał się zdolny do takiego okrucieństwa. Ile w nim było agresji, ile niezgody na słabość.
Często powtarzam w gabinecie, że krzyk, agresja i pogarda to przejaw słabości, która szuka siły w dominacji nad innymi.

Po filmie musiałam się położyć. Nie ze zmęczenia, z ciężaru, który przeszył moje ciało.

woman sitting on boat

Zrozumiałam też, jak łatwo oddajemy kontrolę nad swoim życiem, gdy ktoś daje nam pozory obecności.
Jak szybko potrafimy zamienić wolność na złudne poczucie miłości, radości i iluzji bezpieczeństwa.
To brak fundamentów – tych, które nosimy w sobie – sprawia, że łatwiej poddajemy się temu, co przychodzi z zewnątrz. To brak wcześniejszego spokoju w duszy, poczucia własnej wartości i sprawczości.

Główna bohaterka w swojej samotności wybrała radość z zewnątrz, zamiast tej z wnętrza, bo i sama miała trudno. Zamknęła oczy i uszy, a układy, w które weszła, zamazały jej logikę i czucie.
I wtedy przyszło poddanie – to ciche, powolne, które zaczyna się od myśli: „może nie jest tak źle”, „to minie”, „wybaczę, to się zmieni”, a kończy się na utracie siebie.

Nie wiem, czy obejrzenie filmu coś zmieni w ludziach, systemie, może tak może nie.

Ale wiem, że jeśli nie wyleczymy swoich traum, nie odkryjemy mechanizmów i nie nazwiemy potrzeb, to coś w nas będzie wciąż rosło – aż w końcu i tak się ujawni. Braki odkrywają się w mechanizmach, więc może zróbmy mały rachunek sumienia, czego nam brakuje i dlaczego? 

Dbanie o siebie może nas zmieniać. Może pomóc, by kolejny wybór nie był już podejmowany z miejsca braków, lecz z miejsca spokoju.

To był trudny film i trudne doświadczenie. Ale może właśnie dzięki takim historiom uczymy się słuchać – siebie i innych.

Dorota Czyszczonik

#domdobry

Życzę wszystkim bezpiecznego domu.

Podziel się

Możesz również polubić

Dodaj komentarz


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.