Piękno „bigosu”, między programem a duszą
Zadałam kiedyś pytanie: do czego dążysz?
Odpowiedź przyszła szybko: do idealizmu 😳
To zdanie zawisło w przestrzeni. Nie jako myśl, raczej jako wibracja. Więc zapytałam dalej: czym właściwie jest idealizm?
Jeśli zajrzymy do słownika języka polskiego, idealizm to hołdowanie wzniosłym, często nierealnym ideałom. Takim, które brzmią wysoko, ale bardzo często są oderwane od realnego doświadczenia życia.
W praktyce są to często programy – narzucone wzorce tego, jacy mamy być, jak mamy funkcjonować, co jest „dobre”, a co „niewłaściwe”. Programy, które nie pytają o czucie, tylko wymagają dopasowania.
A gdy pytam przestrzeń duszy, odpowiedź jest zupełnie inna.
Idealizm duszy to powrót do siebie.
Nie do obrazu, ale do stanu, wartości.
Do miejsca, w którym jestem sobą, z całą historią zapisaną w polu. Z doświadczeniami, które zostawiły ślad. Z rysami, które nie są błędem, tylko informacją.
Dusza nie dąży do gładkości. Dusza dąży do prawdy.
Idealizm świąteczny – iluzja pięknego obrazu
Czas świąteczny bardzo wyraźnie pokazuje różnicę między idealizmem programowym a idealizmem duszy.
Jest dzień, w którym wszystko ma być idealne. Rodzina, potrawy, atmosfera. Obraz zapisany w zbiorowej przestrzeni.
Wiele osób podporządkowuje się temu obrazowi, nawet kosztem siebie. Milkną, napinają się, wytrzymują do końca – żeby „nie było źle”. Z zewnątrz wszystko się zgadza. W środku często brakuje przepływu.
To nie jest przestrzeń doświadczania. To przestrzeń odgrywania roli.
A potem ten sam zapis wraca, gdy role się zmieniają. Gdy dzieci stają się dorosłymi, rodzicami, a później dziadkami. Często z intencją, że „nie będę powielać”, że „zrobię inaczej”. I właśnie wtedy, w tych nowych rolach, uruchamiają się stare programy. Bo zapis działa głębiej niż deklaracje, a przestrzeń pamięta więcej niż myślimy.
Idealizm duszy nie polega na idealnym dniu. Polega na dobroci obecności, wolności wyboru i zgodzie na zmianę.
„Bigos”, czyli gdzie naprawdę zaczyna się test
Bardzo często idealizm ujawnia się w drobnych, codziennych sytuacjach.

Ktoś robi bigos nie tylko z kapusty i przypraw.
Robi go z pamięci, z domu, z własnej drogi – czasem pierwszy raz inaczej niż „zawsze”. Z intencji. Z odwagi, by zrobić coś po swojemu.
Bigos trafia na stół. Jeszcze ciepły. Jeszcze z chęcią podzielenia się.
I wtedy pojawia się głos:
– ten bigos jest inny,
– brakuje liścia laurowego,
– ja robię inaczej.
To nie jest rozmowa o bigosie. To jest test przeszłości i teraźniejszości.
W tej jednej uwadze często zamyka się radość, z jaką coś zostało zrobione. Nie dlatego, że bigos był zły – tylko dlatego, że nie został zobaczony człowiek.
Czy idealne ma być zgodne z programem – czy prawdziwe w czuciu?
Czy ważniejsze jest porównanie – czy obecność i docenienie tego, co już się wydarzyło?
Idealizm duszy nie porównuje. On widzi wysiłek, intencję i drogę.
Idealizm żywy
Nie musimy hołdować wzniosłym, nierealnym ideałom.
Nie musimy odgrywać pięknych obrazów.
Możemy wracać do idealizmu duszy, niedoskonałego w formie, ale prawdziwego w przestrzeni.
Bo idealne nie jest to, co równe. Idealne jest to, co żywe i prawdziwe.
Bądź więc ideałem duszy. W wolnym wyborze JUTRA.
Dodaj komentarz