To doświadczenie mi pomogło
Rozmowy z dziećmi
Usłyszałam od dwunastoletniej dziewczynki słowa, które mnie zatrzymały:
– To doświadczenie mi pomogło.
Zaskoczenie, niedowierzanie, wzruszenie. Zwykle tak mówię z moją siostrą, kiedy chcemy sobie coś ważnego przekazać, z uważnością. A usłyszeć to od dziecka – to szok.
Czy to przyjaźń?
Historia Karoliny ciągnęła się kilka miesięcy. Jej mama do mnie przychodziła i pracowałyśmy też nad kłopotami Karoliny.
Dwie przyjaciółki, sześć wspólnych lat, historie, sekrety. Ale jak to czasem bywa, coś się złamało. Nie wiadomo nawet dokładnie co, nagle jedna z nich odwróciła się od drugiej.
Świat dzieci i czy w ogóle relacji potrafi mnie nadal zaskakiwać, mimo że widziałam już tak wiele. Jak szybko w takiej przestrzeni może pojawić się toksyna. Jedno zdanie powiedziane w złości, przekazane dalej… i jak fala przechodzi przez całą klasę.
Zamiast radości – pojawia się smutek, wycofanie, odrzucenie.
Bez refleksji:
– „Nie odzywaj się do niej, bo jesteś chora.”
– „Śmierdzisz.”
– „Nie jesteś z nami.”
Dla dorosłego takie wykluczenie byłoby bolesne. Dla dziecka – to jest burza, która rozwala poczucie bezpieczeństwa. A jeśli jest jeszcze osadzone w niewiedzy przyczyn, to jeszcze gorzej.
Wyparcie działań
I wracam do Karoliny.
Prosiłam, by się oczyszczała, żeby próbowała. Ale przyszło wyparcie, bunt:
– „To nie działa.”
– „Nie chcę pomocy.”
– „Nie chcę już o tym mówić.”
Zrobiłyśmy przerwę na wiele tygodni, ale mama Karoliny dalej ją oczyszczała po szkole, pracowała z nią energetycznie, trochę za nią. Nie wpływała na jej decyzje, tylko chciała, żeby ciemności i słowa trochę zmieniły wibrację.
Czy zawsze tak samo czyścić?
Pamiętam warsztaty o działaniach w przestrzeni, gdzie ktoś zapytał:
– „A co z natrętami? Co jeśli coś nie puszcza?”
Odpowiedziałam wtedy i nadal to powtarzam – czasem trzeba mocniej.
Nie zawsze delikatne czyszczenie wystarcza. Czasem trzeba pokazać w przestrzeni granicę. I tak samo powiedziałam mamie Karoliny, że może czas na inny rodzaj czyszczenia.
Granica to nie złość. Granica to decyzja.
Wróciłyśmy do rozmów z Karoliną o tym, że świat to więcej niż jedna przyjaźń. Że skoro koleżanka nie chce z nią być, to może czas zobaczyć innych ludzi wokół. Ale na początku słowa nie pomagały. Karolina po prostu cierpiała.
Z czasem, gdy rozmów było więcej, a przestrzeń zaczęła się oczyszczać, zauważyła coś ważnego:
– są inne osoby w szkole, które chcą rozmawiać
– są inne ubrania, w których czuje się sobą
– jest więcej miejsc, w których nie musi się chować
I wtedy właśnie padły te słowa:
– Cieszę się, że to się wydarzyło. To mi pomogło.

Dzień po tym wyznaniu zachorowała.
Tak bywa – gdy energetyczne napięcie się puszcza, ciało potrzebuje odpoczynku. Karolina odzyskała swoje terytorium. Już nie czuła się zagrożona. Mogła odetchnąć.
Stało się jeszcze coś. Karolina przyznała, że nie chciała słuchać, że będzie lepiej bez toksycznej więzi. NIe mogła przyjąć informacji, że będzie więcej miejsca dla innych.
– Nie wierzyłam, że puszczenie kogoś, kto wydaje się najważniejszy, może sprawić, że poczuję się lepiej.
Ale tak właśnie się stało.
Toksyczne relacje pojawiają się już w najmniejszych społecznościach, wśród dorosłych, i wśród dzieci.
Utrata więzi boli. Dla dzieci – szczególnie.
Dlatego tak ważne jest, by po każdej stracie oczyścić przestrzeń. Swoją albo tej osoby, która przez coś przechodzi. Bo wtedy dopiero widzimy, po co to wszystko było.
Czy Karolina w przyszłości będzie wiedziała, że jest w toksycznej relacji?
Nie wiem. Możliwe, że będą inne przykre doświadczenia. Ale wiem, że jest po kolejnym zrozumieniu i doświadczeniu.
Dodaj komentarz