Wolność bez konsekwencji jest iluzją?

person holding black and green compass pointing to west

Odpowiedzialność a opór

Odpowiedzialność to temat, który często uruchamia opór. Łatwiej mówić o wolności, o prawie do wyboru, o niezależności. Trudniej zatrzymać się przy tym, co dzieje się później, gdy wybór już został dokonany i zaczyna domagać się konsekwencji. Wtedy bardzo szybko pojawia się potrzeba znalezienia winnego. Kogoś, kto „powinien był”, „nie dopilnował”, „nie powiedział”, „nie wskazał drogi”.

W historii Adama ten mechanizm jest wyjątkowo wyraźny. Już sam fakt jego pojawienia się na świecie był wydarzeniem „poza planem”, poza strukturą, poza przewidywalnością. Można odnieść wrażenie, że jako dusza niósł w sobie potrzebę wyjątkowości, odrębności, innej jakości. Być może właśnie dlatego wybrał doświadczenie, w którym nie było gotowych scenariuszy, jasno wytyczonych torów ani kontroli.

Odpowiedzialność za wybór

I tu pojawia się paradoks. Dusza, która przyszła po wolność, w dorosłym życiu zaczyna domagać się prowadzenia. Adam miał ogromny żal, bo chciał, żeby rodzice wskazali mu drogę, gdy był jeszcze dzieckiem. Żeby powiedzieli: „idź tu”, „zrób to”, „wybierz tamto”. Bo wtedy odpowiedzialność za wybór nie byłaby jego. Wtedy można byłoby powiedzieć: „to nie ja zdecydowałem”, „tak mnie poprowadzono”.

Wolność od rodziców stała się dla niego doświadczeniem karmicznym. Nie dlatego, że była zła, ale dlatego, że odsłoniła coś, z czym nie chciał się spotkać – własną sprawczość. Bo wolność bez odpowiedzialności jest iluzją. A odpowiedzialność nie polega na tym, że wszystko się uda. Polega na tym, że przyjmujemy skutki tego, co wybraliśmy, również wtedy, gdy boli, gdy nie wyszło, gdy rzeczywistość nie spełniła oczekiwań.

man in black shirt sitting beside woman in gray shirt

Odpowiedzialność to zgoda na konsekwencje swoich decyzji. Bez szukania winy na zewnątrz. Bez cofania się do historii: „gdyby rodzice…”, „gdyby mnie zmusili…”, „gdyby mi nie dali wyboru…”.

Adam wybrał. A kiedy okazało się, że wybór nie przyniósł tego, czego oczekiwał – pojawiła się złość. Na świat. Na rodziców. Na okoliczności. Bo złość jest łatwiejsza niż uznanie: „to była moja decyzja”.

Kogo obwinisz za swoje decyzje?

Gdy zapytałam go, czy gdyby rodzice wybrali mu zawód, byłoby mu łatwiej? Nie potrafił odpowiedzieć. Bo to pytanie dotyka sedna. Z jednej strony – potrzeba wolności. Z drugiej – ogromny lęk przed tym, co ta wolność naprawdę oznacza. Bo jeśli ktoś inny decyduje, można się buntować. Jeśli decyduję sam: nie mam już kogo obwinić.

I to widać nie tylko u Adama. W gabinecie wciąż słyszę podobne historie. „Rodzice chcieli, żebym…”, „rodzice naciskali…”, „rodzice nie pozwolili…”. Ale w wielu przypadkach pada też inne zdanie: „rodzice dali mi wolność”. I wtedy okazuje się, że ta wolność wcale nie była taka upragniona. Bo wolność wymaga wewnętrznego kompasu. A jeśli go nie ma, łatwo się zgubić.

Większość ludzi krzyczy: „daj mi wolność”. A gdy ją dostają, nie wiedzą, co z nią zrobić. Bo wolność to nie brak granic. To gotowość, by ponieść ciężar własnych wyborów. Bez ucieczki. Bez przerzucania winy. Bez cofania odpowiedzialności do rodziców, losu czy świata.

Dusza nie przychodzi tu po to, by ktoś ją prowadził za rękę przez całe życie. Przychodzi, by uczyć się wybierać.
I uczyć się brać za te wybory odpowiedzialność, nawet wtedy, gdy droga okazuje się trudniejsza, niż się spodziewaliśmy.

Dorota

Podziel się

Możesz również polubić

Dodaj komentarz


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.